
Umêczonym cze¶æ,
¿yj±cym ku zadumie, przysz³ym ku przestrodze...
Ze wzglêdu na szacunek i poniesion± ofiarê ca³ego
swego ¿ycia, wypada napisaæ parê s³ów o Polakach,
Niemcach i obywatelach innych narodowo¶ci, którzy stepy
Kazachstanu musieli zacz±æ traktowaæ jako swoj±
drug± ojczyznê. W¶ród nich najstarsz± grup±
pokoleniow± Polaków s± rodziny zes³añców
politycznych, uczestników powstañ. Tylko z powstania
w roku 1863 na terenie Obwodu Omskiego do którego
nale¿a³y tak¿e rejony pó³nocno - wschodniego
Kazachstanu zes³ano ponad 10 tys. Polaków. Natomiast
rok 1936 sta³ siê dla wielu Polaków zamieszkuj±cych
dawne wschodnie rejony Polski, nastêpnie zajête
przez Armiê Radziecka kolejn± tragedi± w ich ¿yciu.
Nie chc±c poddaæ siê przymusowej kolektywizacji, nie
godz±c siê na likwidowanie ko¶cio³ów, wykazuj±c
obojêtno¶æ na zbrodnicze za³o¿enia komunizmu byli
traktowani przez w³adze sowieckie jako wrogowie
ludu. Na mocy dekretu w³adz komunistycznej Rosji z
28 kwietnia 1936 roku - z terytorium dzisiejszej
Ukrainy, a wtedy wschodnich granic Rzeczypospolitej
wysiedlono do Kazachstanu kolejnych 15 tys. rodaków.
W¶ród nich by³y te¿ nieliczne rodziny pochodz±ce z
Niemiec.
Kolejna deportacja mia³a miejsce w latach 1939 -
1946. Mia³o to zwi±zek z agresj± Rosji Radzieckiej
na Polskê w dniu 17 wrze¶nia 1939 roku. Na terenach
zajêtych przez bolszewików zaczê³a siê przymusowa
kolektywizacja. Wymordowano wielu w³a¶cicieli
ziemskich, prostych ch³opów broni±cych skrawka
swojej ojcowizny, policjantów, ¿o³nierzy. W 1940
roku, ci którzy nie chcieli siê podporz±dkowaæ
w³adzy sowieckiej zostali deportowani w g³±b ZSRR.
Jedn± z tras deportacji, by³a droga na
Pietropaw³owsk, Tainszê i okolicznych miejscowo¶ci,
a bardziej stepy, które za wszelk± cenê komuni¶ci
chcieli zasiedliæ. Do Okrêgu Paw³odarskiego
skierowano ok. 8 tys. Polaków. Patrz±c na stepy
Kazachstanu - zwane te¿ "stepami g³odu", latem suche
i gor±ce, zim± ¶nie¿ne i mro¼nie, nie trudno sobie
wyobraziæ tragedii tych¿e ludzi. Pozostawieni na
stepie, maj±c niewiele czasu do zimy, musieli czêsto
sami wybudowaæ sobie domy, które by³y prostymi
ziemiankami. Jednym materia³em w wielu rejonach by³o
drewno z pobliskich brzóz lub glina i suche pêdy
pio³unu ewentualnie s³omy, z których robiono co¶ co
podobne jest wielko¶ci± do dzisiejszych pustaków.
Wielu z wycieñczenia, ch³odu i chorób nie prze¿y³o
pierwszej, ciê¿kiej zimy i pracy ponad si³y ludzkie
z g³odowymi porcjami jedzenia. W rejonie Majkainu zachowa³ siê cmentarz polskich zes³añców,
pracuj±cych przy budowie elektrowni, w pobliskich
kopalniach wêgla, z³ota. Do dzi¶ znajdujê siê tam
ok. 40 metalowych krzy¿y. Na tabliczkach ju¿ tylko
gdzie niegdzie widaæ imiona i nazwiska. Wiêkszo¶æ to
jednak zbiorowe mogi³y, w których spoczywa ok. 1000
naszych rodaków.
"Zaraz na
pocz±tku. W lipcu ojciec dosta³ krwawej biegunki.
Brat wozi³ go do lekarza. Ojciec powiedzia³, ¿e jak
dziewi±ty dzieñ prze¿yje, to bêdzie ¿y³. By³am
obecna przy jego ¶mierci. Le¿a³ na pryczy. Mia³
obrazek Matki Boskiej Czêstochowskiej i wci±¿ na
niego patrzy³. Modli³am siê przy nim. Mamusia co¶ na
p³ycie gotowa³a. Wzi±³ taki g³êbszy oddech, a ja
krzyknê³am: „Mamo! Tato umiera!” Ojciec zdj±³ wzrok
z tego obrazu, popatrzy³ na mnie i powiedzia³: „Nie
p³aczcie a módlcie siê” i umar³. To by³o 29 lipca.
Bardzo przytomnie umiera³ i taki ¿al mia³, ¿e na
obczy¼nie, i ¿e pogrzebu z ksiêdzem nie bêdzie.
Dali jakich¶ desek, trumnê zrobili. Polacy szli,
¶piewali i pochowali go w stepie"
(ze wspomnieñ Anny £owkiet, z domu Bañdur,
mieszkaj±cej w £obzie)

Feliks Mostowicz, Nowa ojczyzna, Kazachstan 1992, ol.
p³.
Tragediê a zarazem ¶wiat³o nadziei piêknie przedstawia
artyku³ pani Wandy My¶liwiec "WSPOMNIENIA W
CZARNO-BIA£EJ TONACJI", zamieszczony w Go¶ciu
Niedzielnym (9/2001) -
"[...]
Wydarzenia, które wspominam, mia³y miejsce w 1943 r.
w czerwcu w dalekim Kazachstanie i by³y w³a¶nie w
czarnej barwie. Wojna trwa³a w pe³ni, Niemcy byli
ju¿ przegrani, wycofywali siê z Rosji, ale walczyli
zaciekle. Walki w okolicach Kurska, Or³a i Charkowa
by³y bardzo krwawe. Coraz wiêcej by³o inwalidów, i
dlatego w Benithorze, w du¿ym pustym budynku,
utworzono dla nich dom. Mieli tam przechodziæ
rehabilitacjê po trwa³ym kalectwie i uczyæ siê
zawodu — by mogli samodzielnie pracowaæ i ¿yæ.
Wszystkie okoliczne ko³chozy zosta³y zobowi±zane do
przydzielenia kilku osób do pomocy w celu
zagospodarowania nowego obiektu. W ten oto sposób i
my, trzy Polki, zosta³y¶my tam wys³ane do zwózki
siana.
Ja by³am ma³ego wzrostu i chuda, a jeszcze na
dodatek ba³am siê byków (tak tu nazywano wo³y
robocze). Wioz±c pe³en wóz siana, spad³am i rozbi³am
oba kolana do krwi. Pos³ano mnie do lekarza.
Dosta³am trzy dni zwolnienia. Akurat przyszed³ list
od babci z Kija³. Postanowi³am wiêc rano pój¶æ tam
pieszo z Rosjank± Swiet³an±.
Po drodze zatrzyma³y¶my siê u ciotki Swiet³any, gdy¿
bardzo bola³y mnie kolana, a jedno opuch³o. Ciotka
Dasza poczêstowa³a nas barszczem, ale kiedy
obejrza³a kolano — orzek³a, ¿e muszê zostaæ, a ona
przy³o¿y mi kompres zio³owy. Zosta³am, a Swiet³ana
posz³a dalej. Kiedy Dasza k³ad³a mi ok³ad, do izby
wszed³ wysoki mê¿czyzna i zapyta³: Dasza, kto to? —
To podruga Swiet³any, z Po³tawki idzie do Kija³.
Wówczas mê¿czyzna spojrza³ na mnie i ostrym tonem
zapyta³: Kak familja? Wystraszona odpowiedzia³am:
Su³kowska Wanda. — Ach, znaczy Polaczka? — tu
zwróci³ siê do Daszy. — Ty znów przyjmujesz obcych!
A mo¿e jeszcze siê z ni± modlisz? A nu poka¿y — i
popchn±³ mnie.
Upad³am na kolana, sycz±c z bólu, prze¿egna³am siê
automatycznie i zaczê³am mówiæ: Ojcze nasz, który¶
jest w niebie... — Zamo³czy! — wrzasn±³ mê¿czyzna.
Nadal klêcza³am i nagle uczu³am uderzenie w plecy.
Zwinê³am siê z bólu — to by³ bat. Dasza zas³oni³a
mnie i drugie uderzenie spad³o na ni±. Krzyknê³a:
Nie bij, ona jest chora! Na szczê¶cie rozleg³o siê
pukanie w okno i wo³anie: Predsidatiel! Michai³
Iwanowicz! Wychodz±c, krzykn±³: Dasza, ¿eby mi tu
¶ladu nie by³o po tej Polaczce, ponia³a!? Dasza
podnios³a mnie, zdjê³a ze mnie bluzkê i mokrym
ok³adem koi³a ból pleców. P³aka³am, zach³ystuj±c
siê. — Wanda, nie p³acz — prosi³a mnie.
Dasza wygl±da³a na zwyk³± wiejsk± kobietê, ale w jej
spojrzeniu by³o wiele dobroci. Zaczê³a cicho mówiæ:
Proszê, wys³uchaj mnie, Michai³ by³ dobrym mê¿em,
jednak przeze mnie wyrzucili go z „Rajkomu” —
zrozum, on by³ wielkim komisarzem, a teraz jest
tylko predsidatielem w kirgizkim ko³chozie. A to
wszystko moja wina, przygarnê³am do domu chorego
staruszka, mia³ rany na plecach i nogach, wyleczy³am
go. Gdy odchodzi³, prosi³, ¿ebym zawo³a³a dobrych
s±siadów, bo chcia³ siê po¿egnaæ. Przysz³o sporo
ludzi, lubili mnie, bo wielu leczy³am. Wówczas on
zacz±³ siê modliæ i ¶piewaæ jak prawdziwy pop. Gdy
byli¶my tak rozmodleni — nagle wpad³a milicja. Oh,
jak ten komendant siê ¶mia³, gdy zobaczy³ nas
modl±cych siê. Nagle wyci±gn±³ nagan i zastrzeli³
go, to by³o straszne, nie zapomnê tego do ¶mierci —
ucich³a, zwieszaj±c g³owê. — My¶la³am, ¿e umrê po
tym jak Michai³ mnie zbi³. Znalaz³am siê w szpitalu.
Bóg mi ¶wiadkiem, ¿e ¶mierci tego staruszka nie
chcia³am.
Nagle zrozumia³am, ¿e grozi mi niebezpieczeñstwo.
Zerwa³am siê z ³awy. Dasza zaprowadzi³a mnie do
znajomej Kirgizki na nocleg. Rano jednak przysz³a
opatrzyæ mi rany i da³a kawa³ placka na drogê.
Przeprasza³a za swojego mê¿a i prosi³a, ¿ebym mu
wybaczy³a. Obieca³am, ¿e poproszê Boga, a¿eby mu
wybaczy³. W drodze do Kija³ rozmy¶la³am o tej
niezwyk³ej kobiecie. ¯y³a z takim z³ym cz³owiekiem,
a jednak pozosta³a uczciw± i dobr±. To ona by³a tym
jasnym ¶wiat³em w moich czarnych wspomnieniach..."
Mówi±c o zes³anych,
przesiedleñcach, a przede wszystkim o tragedii
ludzkiej nale¿y wspomnieæ o Niemcach, którzy musieli
zostawiæ swoje domy na terytorium tzw. Republiki
Niemców Nadwo³¿añskich. Na terenie Republiki
istnia³o 12 niemieckich wsi. Republikê zamieszkiwa³o
ok. 600 tys. osób (w tym Niemców ok. 370 tys.). Po
rewolucji pa¼dziernikowej czê¶æ Niemców wyjecha³a z
Rosji, natomiast ci, którzy zostali, przy³±czyli siê
do rewolucji. 19 pa¼dziernika
1918 r. powsta³a na
tych terenach pierwsza forma niemieckiej autonomii.
Niemiecka Nadwo³¿añska Autonomiczna Socjalistyczna
Republika Radziecka oficjalnie powsta³a 6
stycznia
1924 roku. Po
napa¶ci Niemiec na Zwi±zek Radziecki, Stalin,
obawiaj±c siê sabota¿u i niesubordynacji ze strony
Niemców Nadwo³¿añskich, wyda³ w 1941 roku „Dekret o
wygnaniu”, na mocy którego Republika zosta³a
zniesiona, a Niemcy nadwo³¿añscy zes³ani miêdzy
innymi do Kazachstanu, gdzie wielu z nich zmar³o z
g³odu, wycieñczenia.
ballada
S³owa: Marian Jonkajtys
Muzyka: Andrzej P³oñczyñski
¯ycie Polaków – z miast i osiedli
Na Ziemiach Wschodnich rozsianych:
Z ³±k nad Wilejk±, z borów Podola,
Z Wo³ynia pól buraczanych –
Cierniem, nie ró¿±, by³o us³ane
W up³ywaj±cym stuleciu.
Los w czasie wojny – Drugiej ¦wiatowej
Nie szczêdzi³ Kresowych Dzieci.
Piotrka – z Nie¶wie¿a,
Jó¼ka – ze Lwowa,
Z Wilna – Tereski i Ziutka,
Z Grodna – Gra¿ynki,
Antosia – z Brze¶cia,
Maniusia – spod Nowogródka.
Wdarli siê do nich noc± ¿o³dacy
Na krzywdê i na ból ¶lepi –
I wysiedlili wraz z rodzinami
W Sybiru lasy i stepy...
A tam, w Sybirze – nêdza, katorga,
¦miertelny mróz i zawieje...
Nagle amnestia: Sikorski – Anders.
O¿y³y w sercach nadzieje.
Piotrkom – z Nie¶wie¿a,
Jó¼kom – ze Lwowa,
Z Wilna – Tereskom i Ziutkom,
Z Grodna – Gra¿ynkom,
Antosiom – z Brze¶cia,
Spod Nowogródka – Maniutkom.
Z tajg syberyjskich, z kazachskich stepów,
Z g³odnego Uzbekistanu
Dotar³y cudem Dzieci – szkielety
Do go¶cinnego Iranu.
Genera³ Anders w polskich osiedlach
W Afryce, w Indiach, w Australii
Stworzy³ im szanse, by wiarê w Boga,
I w ludzi znów odzyskali.
Piotrek – z Nie¶wie¿a,
Jó¼ko – ze Lwowa,
Z Wilna – Tereska i Ziutek,
Gra¿ynka – z Grodna,
I z Brze¶cia – Anto¶,
Spod Nowogródka – Maniutek.
Dzi¶, po pó³ wieku, po ca³ym ¶wiecie
Rozsiani, z dala od Kraju,
Do tamtych prze¿yæ Kresowe Dzieci
My¶lami czêsto wracaj±.
A ¿e po roku, które¶ z ich grona
Przekracza ju¿ „smugê cienia” –
Niech ta piosenka chocia¿ imiona
Uchroni od zapomnienia...
Piotrka – z Nie¶wie¿a,
Jó¼ka – ze Lwowa,
Z Wilna – Tereski i Ziutka,
Z Grodna – Gra¿ynkê,
Antosia – z Brze¶cia,
Maniusia – spod Nowogródka.

Krzy¿ w Oziornym.
"Bogu chwa³a; ludziom - pokój; mêczennikom Królestwo
Niebieskie; Narodowi Kazachstanu wdziêczno¶æ;
Kazachstanowi - rozkwit".